Blog Tomasza Dajczaka

Nienawidzę pieszych

Pod­czas ponad trzech lat codzien­nej jaz­dy rowe­rem nauczy­łem się kochać całą ludz­kość z wyjąt­kiem trzech kate­go­rii ludzi: kie­row­ców, pie­szych i innych rowe­rzy­stów.

Zacznę od tego, że nigdy nie jeż­dżę po chod­ni­kach, a na widok rowe­rzy­stów robią­cych sla­lom mię­dzy pie­szy­mi, scy­zo­ryk sam mi się otwie­ra w kie­sze­ni. Ocze­ku­ję jed­nak od pie­szych wza­jem­no­ści. Bez­sku­tecz­nie. Nie ma dnia, bym nie obdzwo­nił osob­ni­ków idą­cych środ­kiem dro­gi dla rowe­rów, uci­na­ją­cych sobie na niej poga­węd­ki ze zna­jo­my­mi lub znie­nac­ka wła­żą­cych mi pod koła z chod­ni­ka. Pół bie­dy gdy deli­kwent zare­agu­je na dzwo­nek, bo cza­sem wyma­ga okrzy­cze­nia — w jego wła­snym inte­re­sie, gdyż albo­wiem stwa­rza zagro­że­nie dla sie­bie i dla mnie. Nie­ste­ty i to cza­sem nie poma­ga, a wte­dy sytu­acja może roz­wi­nąć się na dwa spo­so­by. Opo­wiem Wam dwie histo­rie z ostat­nich paru mie­się­cy.

Jecha­łem dro­gą dla rowe­rów. Środ­kiem mojej tra­sy szedł w tym samym kie­run­ku pie­szy. Nie reago­wał na dzwo­nie­nie, więc posta­no­wi­łem go wyprze­dzić zjeż­dża­jąc w bok na tyle, by nie wpaść w krza­ki. Pra­wie się uda­ło, bo wyprze­dzi­łem go bez­piecz­nie dla sie­bie, zaha­cza­jąc go jed­nak w rękę luster­kiem. Zatrzy­ma­łem się aby się upew­nić, że nic się nie sta­ło, i wte­dy zoba­czy­łem go zbie­ra­ją­ce­go z zie­mi tele­fon. Gość był tak zaafe­ro­wa­ny pisa­niem SMS-ów albo Face­bo­okiem, że stra­cił cał­ko­wi­cie kon­takt z rze­czy­wi­sto­ścią, a ja sta­łem się mimo­wol­nym narzę­dziem kary za łama­nie prze­pi­sów ruchu dro­go­we­go. Cóż, nie poczuł do mnie za to wdzięcz­no­ści, a wręcz prze­ciw­nie, więc roz­sta­li­śmy się w poko­ju po wykrzy­cze­niu sobie nawza­jem uprzej­mo­ści sto­sow­nych do oko­licz­no­ści.

Nie­ste­ty, nie zawsze się koń­czy w spo­sób pozy­tyw­ny dla rowe­rzy­sty. Jakiś czas póź­niej podob­na sytu­acja w innym miej­scu. Pie­szy na środ­ku mojej tra­sy, brak reak­cji na kil­ku­krot­ne dzwo­nie­nie. Dro­ga rowe­ro­wa była szer­sza, więc wyda­wa­ło mi się, że bez­pro­ble­mo­wo go wyprze­dzę bez zje­cha­nia na chod­nik, po któ­rym szli pie­si. Nie­ste­ty, dokład­nie w momen­cie wyprze­dza­nia facet obró­cił się i zaha­czył ple­ca­kiem o moją kie­row­ni­cę. Wywrot­ka, obi­te kola­na, parę sinia­ków, nad­we­rę­żo­ny nad­gar­stek i prze­krzy­wio­na przed­nia prze­rzut­ka. Dobrze, że zdą­ży­łem się wypiąć z peda­łów (od pół roku uży­wam SPD), bo było­by gorzej. Co z tego, że facet miał tyle przy­zwo­ito­ści, że zatrzy­mał się i prze­pro­sił?

Ape­lu­ję więc do Was dro­dzy pie­si: korzy­staj­cie z chod­ni­ków. Nie­licz­ne pato­lo­gie rowe­ro­we jeż­dżą­ce po chod­ni­kach nie upraw­nia­ją Was do łaże­nia po dro­gach dla rowe­rów. Wcho­dząc na nie ryzy­ku­je­cie zdro­wiem swo­im i innych. A zwłasz­cza swo­im, bo nauczo­ny ostat­nim doświad­cze­niem, a tak­że sto­sow­nie do bie­żą­cych warun­ków pogo­do­wych (jest coraz bar­dziej śli­sko), następ­nym razem nie będę ani wyprze­dzać nie­sfor­ne­go pie­sze­go, ani ryzy­ko­wać wpad­nię­cia w poślizg pod­czas hamo­wa­nia, tyl­ko zadbam przede wszyst­kim o wła­sne bez­pie­czeń­stwo wjeż­dża­jąc mu rowe­rem w d*.*.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.