Blog Tomasza Dajczaka

Pulchra, czyli success story mojej żony

Pani na zdję­ciu to moja żona Alek­san­dra Daj­czak, oso­ba zada­ją­ca kłam popu­lar­nej opi­nii, że w Pol­sce jest do bani i nic się nie da, a kobie­ta ma do wybo­ru gary w kuch­ni albo bycie wyzy­ski­wa­ną przez kapi­ta­li­stycz­nych krwio­pij­ców. Ola od czte­rech lat pro­wa­dzi wła­sną fir­mę wyko­nu­jąc swój trze­ci zawód, któ­re­go (podob­nie jak dru­gie­go) sama się nauczy­ła.

Ola jest magi­strem biblio­te­ko­znaw­stwa i jej pierw­sze doświad­cze­nia zawo­do­we siłą rze­czy mia­ły miej­sce w biblio­te­kach. Oka­za­ło się jed­nak, że życie nie sprzy­ja kobie­tom na eta­cie. Pierw­sza pra­ca prze­rwa­na uro­dze­niem pier­wo­rod­ne­go syna. Kolej­na — koniecz­no­ścią prze­pro­wadz­ki na Gór­ny Śląsk z powo­du zmia­ny pra­cy prze­ze mnie. Następ­na, już po powro­cie do Wro­cła­wia i uro­dze­niu dru­gie­go syna — oka­za­ła się nie­moż­li­wa do pogo­dze­nia z obo­wiąz­ka­mi rodzi­ciel­ski­mi.

W 2005 roku powstał pierw­szy biz­nes mojej żony — por­tal www.kuradomowa.com, na któ­rym Ola dzie­li­ła się wie­dzą na temat swo­ich pasji, zwłasz­cza goto­wa­nia, pro­wa­dze­nia domu oraz wszel­kich tech­nik robót­ko­wo-arty­stycz­nych (Ame­ry­ka­nie mają na to faj­ne słów­ko „cra­fts” któ­re trud­no gład­ko prze­ło­żyć na pol­ski). Por­tal oka­zał się spo­rym suk­ce­sem (w swo­jej histo­rii wyma­gał trzy­krot­nej zmia­ny hostin­gu z powo­du nad­spo­dzie­wa­nie duże­go ruchu) i dał Oli parę lat cie­ka­we­go zaję­cia.

Po kil­ku latach Ola poczu­ła się zmę­czo­na ska­ka­niem od tema­tu do tema­tu, zgłę­bia­niem kolej­ne­go „cra­ftu”, wyko­ny­wa­niem pro­to­ty­pów, robie­niem zdjęć i pisa­niem arty­ku­łów. Posta­no­wi­ła zająć się czymś bar­dziej sta­łym i trwal­szym. Wybór padł na szkło arty­stycz­ne i ogni­sko pla­stycz­ne imie­nia E. Gep­per­ta we Wro­cła­wiu. Rów­no­le­gle sta­li­śmy się posia­da­cza­mi pew­nej ilo­ści try­bi­ków i werków ze sta­rych zegar­ków ręcz­nych, Ola pod­ję­ła pró­by zata­pia­nia try­bi­ków w szkle, efek­ty jed­nak był nie­sa­tys­fak­cjo­nu­ją­ce i nie­prze­wi­dy­wal­ne.

Wte­dy wybór padł na żywi­cę jubi­ler­ską. Oka­zał się strza­łem w dzie­siąt­kę. Wygląd szkła przy więk­szej trwa­ło­ści i peł­nej kon­tro­li nad efek­tem koń­co­wym. Wybór wła­ści­we­go gatun­ku żywi­cy, dopra­co­wa­nie tech­no­lo­gii odle­wa­nia i obrób­ki wyro­bów zajął wie­le mie­się­cy, ale było war­to. Ola nauczy­ła się wytwa­rzać olśnie­wa­ją­ce kol­czy­ki, zawiesz­ki i spin­ki do man­kie­tów z zato­pio­ny­mi w środ­ku try­bi­ka­mi zega­ro­wy­mi oraz kwia­ta­mi i rośli­na­mi. Pozo­sta­ło tyl­ko zało­że­nie fir­my, zakup kasy fiskal­nej, uru­cho­mie­nie skle­pu inter­ne­to­we­go i prze­ło­że­nie „waj­chy” z Kury Domo­wej na Pul­chrę, bo tak nazy­wa się fir­ma.

Pro­wa­dze­nie fir­my nie jest tak pro­ste i bez­piecz­ne jak pra­ca na eta­cie. ZUSy, PITy i VATy. Ter­mi­ny. Urzęd­ni­cy. Nie­nor­mo­wa­ny czas pra­cy. Ryzy­ko. Rynek. Infor­ma­ty­cy. Kło­dy pod nogi rów­nież 🙂

Z dru­giej stro­ny: brak sze­fa, pano­wa­nie nad wła­snym cza­sem i świę­ty spo­kój.

A z trze­ciej: okre­so­wo dużo wię­cej pra­cy niż na eta­cie. Cią­głe dosko­na­le­nie rze­mio­sła. Pró­by nowych tech­no­lo­gii. Cią­głe inwe­sty­cje w sprzęt (ame­ry­kań­skie maszy­ny rzą­dzą). Do tego czę­ste wyjaz­dy, bo oprócz skle­pu inter­ne­to­we­go sto­isko Pul­chry poja­wia się na gieł­dach mine­ra­łów i biżu­te­rii oraz na podob­nych impre­zach.

Czy było war­to? Czte­ry lata dzia­ła­nia fir­my poka­zu­ją, że jak naj­bar­dziej. Biżu­te­ria mar­ki Pul­chra świad­czy sama za sie­bie. A to tego cała histo­ria świad­czy o tym, że alter­na­ty­wa dom lub etat jest fał­szy­wa. Opi­nia, że trze­ba szu­kać pra­cy w swo­im zawo­dzie też jest błęd­na. Sko­ro biblio­te­karz może samo­dziel­nie prze­kwa­li­fi­ko­wać się na webma­ste­ra, a następ­nie na pro­jek­tan­ta biżu­te­rii, rze­mieśl­ni­ka i busi­ness woman, to chy­ba dla zdol­nych i pozy­tyw­nie zmo­ty­wo­wa­nych ludzi nie ma wyzwań, któ­rym nie moż­na spro­stać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.