Blog Tomasza Dajczaka

Czy jesteś ofiarą pożeraczy czasu?

Nawet sobie nie wyobra­żasz ile cza­su ucie­ka na tak zwa­ne pier­dół­ki. Tu pięć minut, tam kwa­dran­sik, tu minut­ka — a gdy przyj­dzie chwi­la reflek­sji bie­ga­my z obłę­dem w oczach i sie­dzi­my do póź­na. Poże­ra­cze cza­su zeżar­ły Ci pół dnia. Jak więc się im nie dać?

Naj­pierw musisz je roz­po­znać. Potrze­bu­jesz do tego plik małych kar­te­czek samo­przy­lep­nych oraz kart­kę papie­ru. Usiądź sobie wygod­nie i przy­po­mnij sobie wczo­raj­szy dzień. Cały, od wsta­nia z łóż­ka do poło­że­nia się spać. I zano­tuj na kar­tecz­kach wszyst­kie rze­czy, któ­re wczo­raj robi­łeś lub robi­łaś. Każ­dą czyn­ność na osob­nej kar­tecz­ce.

Gdy skoń­czysz, weź dużą kart­kę papie­ru, co naj­mniej A3, i nary­suj na niej taki sche­mat:

A teraz przy­klej każ­dą kar­tecz­kę w odpo­wied­nim sek­to­rze sza­blo­nu:

Sek­tor A — rze­czy waż­ne i pil­ne. Waż­ne, czy­li ich nie wyko­na­nie lub złe wyko­na­nie gro­zi­ło­by poważ­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi lub spo­wo­do­wa­ło dużo dodat­ko­wej pra­cy. Pil­ne, czy­li trze­ba je było zro­bić jak naj­szyb­ciej, bo spóź­nie­nie mia­ło­by rów­nie nie­przy­jem­ne kon­se­kwen­cje. Oso­by dobrze panu­ją­ce nad swym cza­sem dba­ją o to, by mieć jak naj­mniej spraw waż­nych i pil­nych do zała­twie­nia.

Sek­tor B — rze­czy waż­ne, ale mało pil­ne. Trze­ba je zapla­no­wać i zro­bić w dogod­nym cza­sie, aby nie tra­fi­ły do sek­to­ra A.

Sek­tor C — rze­czy mało waż­ne, ale pil­ne. Te rze­czy naj­le­piej dele­go­wać na innych (zależ­nie od sytu­acji: pod­wład­ni, dzie­ci, współ­mał­żo­nek).

Sek­tor D — rze­czy mało waż­ne i mało pil­ne. Mogły spo­koj­nie pocze­kać, a gdy­by się ich nie zro­bi­ło — nic by się nie sta­ło.

A teraz policz kar­tecz­ki w każ­dym sek­to­rze. W któ­rym było ich naj­wię­cej?

Jeśli w sek­to­rze D — to jesteś ofia­rą poże­ra­czy cza­su. Czyn­no­ści mało waż­ne i mało pil­ne naj­le­piej jest zigno­ro­wać i nic z nimi nie robić. Szko­da na nie cza­su i ener­gii. Więk­szość dnia powin­no się spo­żyt­ko­wać na rze­czy waż­ne z gór­nej czę­ści sche­ma­tu.

Wie­le porad­ni­ków i kur­sów zale­ca uży­wa­nie tej meto­dy (zwa­nej Macie­rzą Eisen­ho­we­ra — od nazwi­ska pre­zy­den­ta USA, któ­ry ją sto­so­wał) na co dzień, do pla­no­wa­nia rze­czy do wyko­na­nia. Ja oso­bi­ście odra­dzam takie zasto­so­wa­nie tej meto­dy. Kla­sy­fi­ko­wa­nie każ­dej rze­czy do zro­bie­nia według kry­te­riów waż­ne / pil­ne jest trud­no wyko­nal­ne i nie­efek­tyw­ne. W kolej­nych wpi­sach na blo­gu opi­szę lep­sze meto­dy okre­śla­nia prio­ry­te­tów dzia­ła­nia. Nato­miast radzę powta­rzać ćwi­cze­nie opi­sa­ne w dzi­siej­szym poście okre­so­wo, na począt­ku 1–2 razy w mie­sią­cu, póź­niej raz na kwar­tał, by spraw­dzić czy panu­jesz nad poże­ra­cza­mi cza­su z sek­to­ra D.

Pamię­taj: rze­czy któ­re nie są ani waż­ne ani pil­ne, nie są war­te Two­je­go cza­su ani wysił­ku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.